DM2: Stal i Krew -> Uzdrawianie

   Swąd dymu był zwiastunem nieszczęścia, zwęglone belki palisady jego przedpolem a obraz wsi obróconej w perzynę jego osobą. Krzepnąca krew na uliczkach, dogasające płomienie pożerające resztki domostw i ciała wszędzie gdzie tylko spojrzał. Jego dom. Nie pozostało już nic poza rozpaczą rodzącą się w sercu młodzieńca. Nogi ugięły się, gdy ruszył powoli w pogorzeliska. Zewsząd obraz zniszczenia, nie ocalało nic. Cichy jęk wmieszał się w trzask płomieni. Mąż w szatach zbrukanych czerwienią. Ostatni żyjący. Ukląkł drżącymi dłońmi wyjmując bandaże i zioła z sakwy. Życie cienkimi strumyczkami uciekało a On próbował je tamować. Sok zgniecionych ziół nasączył opatrunki. Wprawne ruchy, przez lata powtarzane, ratujące wielu. Odetchnął, - Będziesz żył- wyszeptał układając tobołek pod głową rannego. Obraz zawirował i rozpłynął się… Komnata wydawała się szeptać, barwne kotary falowały lekko w półmroku jak tam panował. Kamienna misa wypełniona srebrną cieczą wieńczyła postument, przy którym stał mąż słusznego wzrostu w purpurze. Marsowe spojrzenie sięgało ku lustrze srebra, lekko falującym jakby dopiero zmącona.
- Straż! Sprowadzić mi go- zawołał łamiącym się głosem – Jest w Moonglow, cyrulik, uzdrowiciel z Moonglow! Natychmiast!!
Wrota wieży rozwarły się, most zadudnił pod kopytami. Ciężkozbrojni jeźdźcy wyruszyli na łowy.
    Uzdrowiciel westchnął, kolejni ranni, u bram miasta kolejna bitwa, w karczmie bójka ławami, wieczorem na ulicy kogoś pchnięto sztyletem. Zmył krew z dłoni szykując się do wyjścia. Nie wszystko było jasne. Poprawił kaptur i torbę na ramieniu wymykając się wieczornymi uliczkami.
Strażnik przy bramie jeno spojrzał spod hełmu – Po zioła – mruknął cyrulik, wartownik uchylił skrzypiących odrzwi wypuszczając postać za bramy. Szybki marsz ku pobliskiemu lasowi i bieg, gdy tylko drzewa dały osłonę. Znana ścieżka ku południu, ku Nim.
    Czekali wśród lasów zaszyci w gęstwinie na swego dobroczyńcę. Rycerze w zbrojach koloru nocy i krwi o sztandarach bluźnierczych bogów. Marsowe spojrzenia skierowały się na Niego, gdy powoli wyszedł z zarośli, panowała dziwna wymuszona cisza. Krąg zebranych otaczał kobietę złożoną na sztandarach rycerzy prawości, podartych, skąpanych w posoce, nadpalonych. Kredowa bladość twarzy nie pozostawiała wątpliwości:
-„Spóźniłeś się cyruliku”- suchym szeptem mówili zebrani – „Ona odeszła, spóźniłeś się” – gniewny pomruk narastał. Dłoni zaciskały się w gniewie.
Skulony postąpił ku nim, bez słowa przeciskając się ku umarłej, klęknął wyciągając dłonie ku ciału. – „Jest”- pomyślał – „Iskra Życia, ostatnie tchnienie Ahn'bysa” – sięgnął ku niej przypominając sobie wszystko, czego go nauczono. Nastąpił cud.
Otworzyła oczy rozbłyskujące światłem gwiazd. Pomruk ucichł, szczęk zbroi, gdy kolejno klękali przed swoją Panią i jej zbawicielem. Chmury spłynęły z księżyca koloru karminu a jego światło spowiło polanę. –„Odejdź teraz” - zadźwięczał Jej głos – „Nikt z nas nie zakosztuje nigdy Twojej krwi uzdrowicielu, żyj w pokoju, nasze ostrza zawsze Cię ominą” Szmer powstających wojowników zakończył nocną wizytę. Gdy układał się do snu, dziękował w modlitwie za możność tego, co dokonał. „Źli, czy dobrzy, nie mnie to rozsądzać, wszyscy mają prawo do życia” – pomyślał układając się do snu. Nie dane jednak było mu spocząć.
Głośny łomot i napieranie na drzwi. –„Kto?”- jęknął przez sen:
-„Otwierać! Straż margrabiego!”- nim minęła chwila, otumaniony galopował wśród ciężkozbrojnych postaci ku nieznanemu. Wieża pochłonęła nieduży oddział zatrzaskując żelazne wierzeje za ostatnim. –„Z koni!”- zabrzmiał rozkaz.
Uzdrowiciela doprowadzono przed oblicze męża w purpurach i ostawiono samemu sobie. Rozbiegane spojrzenie młodego adepta sztuk leczniczych wędrowało po łopoczących kotarach, po czarze wypełnionej srebrzystą cieczą, wreszcie ku oczom margrabiego, płonących dziwnym ogniem, starym, znajomym.
- „Czym zasłużyłem sobie na ten zaszczyt”- wyjąkał. Oblicze władyki rozpromieniło się uśmiechem.
–„Minął już rok odkąd pokonano mnie wraz z mym oddziałem na dalekich rubieżach. Nieznajomy ocalił me życie i do teraz szukałem go wśród żywych. Witaj ponownie uzdrowicielu. Mile będzie mi Cię gościć, mój dług musi być spłacony.”

Conrad



Opis umiejętności:

   Umiejętność - jak sama nazwa wskazuje - pozwala na odzyskanie utraconych punktów życia. Aby rozpocząć proces leczenia, należy użyć czystych bandaży (dwuklik), a następnie wskazać rannego. Pomocna może okazać się komenda .um uzdrawianie. Ilość wyleczonych punktów życia zależy od poziomu Uzdrawiania i Anatomii.
   Od 81% Uzdrawiania i 81% Anatomii możliwe jest wskrzeszanie poległych graczy - należy użyć czystego bandaża na duchu postaci. Im większa wiedza w obu wspomnianych umiejętnościach, tym większa szansa na udane wskrzeszenie.


Uwagi/Ciekawostki:
  • Pomocnym może okazać się skrót klawiszowy: .um uzdrawianie / wait for target / target self , który można ustawic w opcjach gry, a znacznie ułatwiający proces leczenia ,
  • Proces leczenie przebiega sprawniej, gdy uzdrawiamy inną postać ,
  • Szansa na nieudane leczenie/poślizgnięcie palców wzrasta wraz z pokonaną odległością - licząc od miejsca rozpoczęcia leczenia, jak i przyjętych obrażeń ,
  • Wampiry korzystające z Uzdrawiania posługują sie tylko i wyłącznie zakrwawionymi bandażami. Śmiertelnik wskrzesza wampira używając zwykłych bandaży. Wampir wskrzesza drugiego wampira przy użyciu zakrwawionego bandaża. Wampir nie jest w stanie wskrzesić śmiertelnika ,
  • Aby móc pociąć materiał na bandaże wymagana jest znajomość co najmniej 33% w umiejętności Tkactwo lub Krawiectwo ,
  • Rozwój umiejętności: Obrona, Taktyka, Uzdrawianie nie powoduje wzrostu atrybutów Siły i Zręczności - zostały one przesunięte do umiejętności odpowiadającej za posługiwanie się bronią.