DM2: Stal i Krew -> Zmiana kształtu

Zmiennokształtność: przemiany w Behemota i Wilkołaka
 
  Księżyc, najjaśniejszy punkt na nieboskłonie, do którego od wieków przywierały oczy ludzi i wprawne ślepia wilków. Czasem zwykła, ludzka, może trochę szalona, fascynacja najbliższym punktem na czarnej płachcie nocy, przeradzała się w obsesję, chęć poznania każdej jego tajemnicy. A on jest niczym innym jak teatrem... Teatrem od zawsze dziwnie hipnotyzującym stada wilków, które poprzez gardłowe wycie, okazywały szacunek temu tworowi. Szacunek Lunie, boskiej opiekunce księżyca. Luna była samotna wśród bogów, bowiem targały nią uczucia tak bliskie tym ludzkim. Gdy blask księżyca stawał się najsilniejszy śpiewała wielkim spośród bogów zapominając o swej samotności. Lecz gdy srebrna poświata ustępowała światłu dnia Luna pozostawała sama. Zazdrościła innym bogom ich pomocników. Wspaniałych, którzy zawsze stali koło bóstw. Całe dnie Luna spoglądała na Pierwszy Świat, rozglądając się za idealnym tworem, który mógłby jej pomóc. Chciała, aby się nią zajmowano delikatnie, tak jak robią to ludzie swymi wyjątkowymi dłońmi. Jednak nie chciała mieć nic wspólnego z ludzkimi skłonnościami, które mogłyby doprowadzić do czegoś złego. Chciała, żeby każdy z jej pomocników był jednością, myślał prawie tak samo, żeby byli jak jeden mąż, jedno plemię, jedno... stado. Wtedy myśli Luny skierowały się ku wilkom, tym dzikim i pięknym istotom z Pierwszego Świata. Luna postanowiła połączyć duszę i ludzkie emocje z wilczą siłą, pięknem i oddaniem. Wybrała do tego celu najwspanialszego ludzkiego myśliwego. Zwał się on Gaverin. Długo obserwowała go z ukrycia, zanim zdecydowała się pojawić przed nim. Gaverin z wrażenia upuścił swój oszczep, przypadł do ziemi, lecz zaraz podniósł wzrok. I wtedy to się stało. Miłość połączyła człowieka i boginię. Luna nie była już sama. Mijały szczęśliwe lata i Gavrin starzał się. Luna dostrzegała to i coraz częściej wracała myślami do pomysłu połączenia. Pewnego dnia spytała o to Gaverina, a ten zgodził się z miłości do niej. Po wielu staraniach Lunie udało się zdobyć esencje wilczego ducha. Za pomocą swej boskiej mocy złączyła naturę wilczą i ludzką. Niestety Luna nie przewidziała jak to wpłynie na ludzką duszę i umysł Gaverina. Ten stał się jej obcy, drażliwy i skryty. Zaślepiona miłością i szczęściem bogini nie dostrzegła, że jej kochanek coś przed nią ukrywa. Gaverin zmieniał się, nie kontrolował wybuchów złości, ukrywał się czasem, gdy blask księżyca i moc Luny były największe. W końcu prawda wyszła na jaw, a Luna ujrzała co się stało z jej ukochanym. Gaverin powoli stawał się bardziej wilkiem niż człowiekiem. Chciał stworzyć własne stado i zaczął przekazywać swój dar. Niestety nieposiadając wiedzy i mocy Luny robił to nieudolnie. Przemieniał nieodpowiednich ludzi, pragnących siły, potęgi i mocy wilczej natury. Kolejni, przemienieni przez Gaverina, przemieniali następnych i w ten sposób dar stał się chorobą. Ludzie nazwali ją likantropią, a przemienionych nazwali wilkołakami, by oddać ich dwoistą naturę. Wilkołaki powoli przestawały przypominać to co wymarzyła sobie Luna. O ile przemiana Gaverina postępowała powoli, to inni niemal natychmiast stawali się bezrozumnymi bestiami nocy. Co gorsza odkrywali swą potęgę i wykorzystywali ją. Atakowali ludzkie siedziby czy to dla przyjemności, czy też dla pożywienia. Krwawe ataki likantropów musiały zostać zakończone. Król Troset, władca Britanii, rok po pierwszym zabójstwie stworzył specjalną organizację, zwalczającą wszelkie bestie, którym nadano miano wilkołaków. Inkwizycja, pół-tysięczna armia, zrzeszała ludzi, którzy byli w jakiś sposób związani z wilkołakami. Większość stanowiły sieroty, czy ludzie, którym wilkołaki zabiły kogoś bliskiego. Role się odwróciły, zwierzyna wilkołaków stała się myśliwym, a myśliwy zwierzyną. Populacja linatropów cały czas malała, lecz wciąż nie udawało się zniszczyć jej źródła. A był nim Gaverin. Luna wreszcie dostrzegłszy ogrom zła, które się dokonało postanowiła działać. Spróbowała odebrać wilkołakom ich moc, ich wilczą cząstkę. Chciała naprawić zło, do którego się przyczyniła. Jednak nie udało jej się, przynajmniej nie całkowicie. Zdołała jedynie odebrać likantropom możliwość przekazywania daru, możliwość zarażania. Próbowała również przywrócić Gaverinowi jego ludzki umysł i duszę. Ale przywrócona dusza jej ukochanego nie była już taka sama. Była czymś innym, była uosobieniem całego krzyku, który w sobie trzymał, całego zła, które powstrzymywał. Była jego życiową furią, która dojrzewała w nim po kryjomu przez cały ten czas. I to ta Furia w mniejszym lub większym stopniu zostawiła ślad w każdym z likantropów. Ale Luna i tak kochała swojego Gaverina nieważne kim lub czym był. Pozwoliła mu odejść, a sama opuściła Pierwszy Świat by z daleka obserwować ukochanego. Zrozpaczony Gaverin nie porzucił myśli o stworzeniu stada. Znów zaczął nadawać ludziom Dar. Tym razem jednak zrobił to ostrożnie i z rozwagą. A likantropy, które w ten sposób stworzył nie były już całkowicie bezmyślnymi bestiami. Nadal przybierały postać bestii, lecz tylko w nocy. W ten sposób drugi miot wilkołaków odróżnił się od pierwszego. Gaverin poczuł, że wreszcie mu się udało, że stworzył swoje stado. I wtedy wszystko runęło. Likantropią zainteresowali się inni wrogowie Inkwizycji - Nekromanci. Podczas jednej z uczt na cześć Luny zaatakowali uzbrojeni w swą plugawą magię. Udało im się zabić wiele wilkołaków, ale prawdziwym celem był Gaverin. Chcąc posiąść jego moc, moc Luny, postanowili uczynić go swym nieumarłym sługą, aby i on wypełniał wolę Netherila. Targany straszliwą Furią, Gaverin nie uciekał, miał już dość takiego istnienia. Rzucił się w wir walki i zgładził wiele sług Pana Otchłani nim ugiął się pod ciosami swych oprawców. Ci pochwycili go, a nie mając na tyle mocy by od razu przemienić go w nieumarłego aby go osłabić użyli zabójczego dla likantropów metalu. Wlali w gardło Gaverina roztopione i wrzące srebro. Tak umarł Gaverin. Osierocił to co pozostało po jego stadzie. Luna bezsilnie patrzyła na śmierć swej miłości. W pierwszej chwili chciała się mścić, lecz uświadomiła sobie, że zemsta nic jej nie da. Spojrzała na zdezorientowane likantropy przypominające teraz szczenięta, które oddzielono od matki. Litość wezbrała w jej sercu i postanowiła zaopiekować się tym co pozostało po stadzie swego ukochanego. Luna wciąż kochała Gaverina - nieważne kim, lub czym sie stał. Zstąpiła na Pierwszy Świat i zapłakała. A jej łzy zmieniły się w srebro.

Brak autora


 "Legenda Gaverina"

  
 

Rozdział 1. Myśliwy.


   Mówili ludzie, że jak szerokie pasmo lasów od obecnego cove aż po minoc, tak nie znano wspanialszego myśliwego, jaki to upodobał sobie tamtejsze tereny łowieckie. Podobno potrafił on nocować w samym jego sercu, aby z samego rana mieć przewagę czasową nad zwierzyną i innymi łowczymi. Wieśniacy w osadach, którym było dane zobaczyć owoce tych wypraw, sprzeczali się godzinami, rozprawiając nad sposobami i kunsztem owego myśliwego. Ludność wielbiła go za to, że gdy zima u bram, to spiżarnie zawsze były pełne, lub gdy kto zabłądzi w lesie, to zawsze może liczyć na to, że opiekun tamtejszych miejsc wytropi go i odprowadzi bezpiecznie do domu. Jeżeli jednak mowa już o zimie, to choć okres ten bardzo srogi w tamtejszych włościach, to owy myśliwy zawsze opuszczał wioskę i znikał na cały ten sezon. Ci, którzy odważyli się iść za nim, twierdzili, że wchodzi on do samego lasu a wychodzi, gdy pierwszy śnieg zaczyna się topić w objęciach wiosennego słońca.

I tak płynęły tygodnie i miesiące łowczemu, którego imię Gaverin miało się w przyszłości odznaczyć wielkim śladem na biegu historii.

 

Rozdział 2. Człowiek i wilczyca.


   Gaverin zakamuflowany w śnieżnej zaspie uważnie obserwował wielkiego jelenia, który niepewnym krokiem zbliżał się do pozostawionego pożywienia. Zwierze wreszcie przestało walczyć ze swym głodem i szybkim ruchem porwało ochłapy spoczywające na niewielkim pniu a następnie odbiegło gdzieś głębiej do lasu. Myśliwy odrzucił z siebie śnieg i cały przemarznięty pomaszerował do nory, którą wykopał, aby przetrwać jakoś w samym środku zimy. Był zadowolony, udało mu się nakarmić kolejne zwierze. W ten sposób kolejny raz utrzyma równowagę tego miejsca, a gdy przyjdzie pora połowów wszystko zwróci się ze sporą nawiązką.

I wtedy jego bystre oko zauważyło drobny ruch w pobliskich krzakach. Chwilę później stała przed nimi piękna wilczyca, spoglądając na niego swymi mądrymi, zielonymi ślepiami.
 

Ten zaś uśmiechnął się jedynie i powitał swą towarzyszkę, którą poznał tak dawno temu, właśnie podczas jednej z zim. Od tego czasu, zawsze, gdy przenosił się, aby spędzić cały ten sezon w lesie, wilczyca przychodziła i wspierała go w jego zadaniach. Z czasem Gaverin odkrył, że słyszy, co owa wilczyca myśli. Z każdym dniem rozumiał coraz więcej. Gdy wreszcie zbliżyli się do siebie dostatecznie, łowczy pojął, że ma przed sobą cielesne uosobienie niezbyt wtedy znanej bogini Luny, będącej opiekunką wszystkich myśliwych oraz osób podróżujących nocą. Żadne z nich nie potrafiło powiedzieć, kiedy wspólne polowania i przyjaźń, przerodziły się w wielką miłość. Sam Gaverin rzadko kiedy widział już Lunę w postaci wilka, częściej miał przed oczami drobną kobietę o pięknych, prostych srebrnych włosach, siegających aż po ramiona, delikatnej twarzy o wyrazie tak spokojnym, jak spokojne są letnie noce. Oczy jej niczym gwiazdy spoglądały z troską i mądrością. Głos zaś podobno koił wszelkie rany i wewnętrznie uspokajał. I tak płynęły kolejne miesiące i lata.

Gaverin nie chcąc rozstawać się ze swoją ukochaną, coraz rzadziej odwiedzał wioski. Gdy wreszcie zniknął, ludzie z żalem stwierdzili, że najpewniej trafił na godnego siebie przeciwnika i zmarł tam, gdzie zawsze chciał – w samym sercu lasu, który tak kochał.
   

 Rozdział 3. Aż śmierć nas nie rozłączy.


   Bogini Luna była całkowicie zapatrzona w Gaverina. Stali się niemal nierozłączni. Jej boskie myśli przeplatały się z jego człowieczym sposobem myślenia. Żadne nie wyobrażało sobie życia bez drugiego. Bogini nocy uwielbiała łowczego również za wielką opiekę, jaką roztaczał on nad wszystkimi leśnymi wilkami, a te z czasem przestały go atakować.

W zamian za to Luna sprzyjała Gaverinowi zawsze wtedy, gdy ruszał na polowanie.

Lecz nastąpił pewien, jak się później miało okazać tragiczny dzień, kiedy bogini spuściła swego kochanka z oczu. Wspaniały myśliwy polował wtedy na potężnego niedźwiedzia, jaki ponoć żył od lat na skraju lasu. Niestety dla Gaverina, udało mu się go nie tylko wytropić, ale również zbudzić. Choć walczył dzielnie, był w stanie pokonać masywnego zwierzęcia, które w dzikim szale niemal go rozszarpało. Gdy leżąc tak, Gaverin myślał o Lunie, ta widząc go czuła niewyobrażalny smutek, który brutalnie rozdzierał jej boskie serce. Widząc, jak z ukochanego z każdą chwilą upływa życie, Luna zaczęła prosić innych bogów, aby Ci uratowali Gaverina. Nie sposób jednak było przekonać stwórcę Ahn’bysa, czy nawet dobrodusznego Methestela. Bogini była tak zdesperowana, że nawet poprosiła o to przerażającego Daywadossa, jednak i on odmówił. Nie mogąc się pogodzić z tym, że myśliwy zaraz zejdzie do świata umarłych, Luna zdecydowała się na jedyną rzecz, która jej pozostała.

Z całej swej miłości do Gaverina, spróbowała sama uzdrowić jego zniszczone ciało, oddając mu cząstkę swej boskości. I tak właśnie myśliwy przepełniony nieskończoną energią, zaczął się regenerować w niewyobrażalnym tempie, czerpiąc energię z samego księżyca.

Jego ciało nie tylko natychmiastowo się zrosło, ale i stało się silniejsze.

Wkrótce wspólne polowania powróciły, jednak Luna coraz częściej zauważała, że ciało jej kochanka nie do końca zaakceptowało cząstkę jej boskości, jaką mu podarowała.

Coraz częściej przypominał rozwścieczonego wilka, który bezlitośnie poluje na swą zwierzynę. Gaverin porzucił swe dawne rzemiosło, które ustąpiło miejsca wielkiej sile, niesamowitej zręczności i zdolności do szybkiej regeneracji ran. Mimo to, Luna cały czas myślała o tym, że tak po prostu musi być, a z pewnością taka droga jest lepsza niż jego całkowita strata.

Każdej nocy ciało Gaverina zmieniało się jeszcze bardziej. Jego ludzka natura nie potrafiła przyjąć boskiego pierwiastka, jaki został w nią tchnięty. I tak, nocy w której księżyc zawisł wysoko na granatowej tafli nieba, ciało łowczego zaczęło się zmieniać jeszcze szybciej, niż poprzednich nocy. Stał się o wiele większy i lekko przygarbiony. Wszystkie jego zmysły wyostrzyły się, zaś mięśnie osiągnęły niesamowitą siłę. Teraz przypominał już bardziej wilka, na którego wzór jego ciało się zmieniało. Tak właśnie narodziło się to, co w obecnych czasach zyskało nazwę wilkołaka.

 

Rozdział 4. Furia.

 

   Ludzki umysł Gaverina zamknięty w ciele bestii zmieniał się najszybciej. Wyzbywał się wszelkich resztek człowieczeństwa, całkowicie oddawał się pokracznemu zwierzęciu, jakim się stał. Stan ten nazwany został powszechnie Furią. Gaverin przestał być myśliwy, przestał nawet polować. Teraz, gdy wychodził, miał tylko jeden cel – dawać upust swemu gniewowi w najbardziej brutalny z możliwych sposób. Początkowo ludzie znajdywali zmasakrowane zwierzęta. Ich rozszarpane zwłoki szpeciły prawie każdy zakamarek pięknych niegdyś lasów. Bestia okazała się tak silna, że w przypływie szału potrafiła łamać najstarsze drzewa i przewracać wielkie głazy leżące u wejść do jaskiń. Ludzie wiedzieli, że jest to kwestią czasu, nim to, co grasuje w lesie przyjdzie do ich bram. Niedługo musieli czekać, by zobaczyć olbrzymiego wilkołaka, który zupełnie bez żadnych zahamowań wyżyna ich wioskę.

Niewielu osobom było dane przetrwać ten straszliwy atak. Gaverin ogarnięty Furią szedł przed siebie niszcząc wszystko, co stawało mu na drodze. I na nic były próby zbrojnej obrony, strzałów z kusz czy nawet odstraszanie ogniem. Jeżeli jakiś metal okazał się wystarczająco silny, żeby przebić jego skórę, wynaturzony organizm natychmiast się regenerował, nie pozostawiając śladu po wcześniejszej ranie. Na wszystkie okoliczne wioski padł cień kroczącego furiata – Gaverina.

 

Rozdział 5. Potomkowie.


   Nielicznym osobom, którym udało się przeżyć spotkanie z bestią nikt nie dawał najmniejszych szans na przeżycie. Najczęściej byli tak poszarpani, że umierali na miejscu. Jednak jeśli czyjś organizm okazał się na tyle wytrzymały, by dotrwać do nocy, jego krew która zmieszała się z krwią Gaverina zmieniała się, a płynąc przez cały organizm dostosowywała go do swych potrzeb. I tak, osoby, które przeżyły atak zmieniały się dokładnie w to samo zwierze, jakim był dawny myśliwy. Ranni, znoszeni do znachora zdrowieli przed zachodem, a gdy na niebie pojawiała się srebrna tarcza wyniszczali do reszty to, czego nie udało się zniszczyć Gaverinowi. Jak się potem okazało, osoby, które przetrwały ich ataki również zmieniały się w straszliwe nocne bestie. Wszystkimi kierowała ta sama Furia, jaka niepodzielnie panowała nad ciałem pierwszego wilkołaka. Na wzór swego ojca, byli tak potężni, że utrzymywali swą formę za dnia, regenerowali się tak szybko, że prawie nie potrzebowali odpoczynku. Czuli respekt jedynie przed samym Gaverinem.

Tak powstała choroba zwana likantropią, która zaczynała trawić coraz większą liczbę mieszkańców okolicznych wiosek.

 

Rozdział 6. Inkwizycja i walka z chorobą.


   Krążyła niegdyś legenda lub raczej bajka, że Luna widząc, co stało się z jej ukochanym i jego potomkami, płakała każdej nocy, zaś jej srebrne łzy upadając na ziemię, tworzyły złoża rudy, którą potem nazwano srebrem. Ile jest w tym prawdy, pewnie nigdy się nie dowiemy. Prawdą natomiast jest, że ludzie w jakiś sposób odkryli, że srebro szczególnie rani wilcze bestie.

Szarpie ich ciała z dziwną łatwością, zaś rany regenerują się po nim wolniej.

Mimo to, niezorganizowane jednostki ulegały sile i przewadze liczebnej wilkołaków.

Postanowiono powołać pierwszą Inkwizycję, której zadaniem było tropienie i mordowanie winkowatych stworzeń. Ruszyła masowa produkcja srebrnej broni. Od tego momentu, wskazane było, aby każdy, kto choć trochę zna się na walce miał ze sobą komplet zwykłej i srebrnej broni. Kowale prześcigali się w pomysłach. Tworzono srebrne strzały i bełty, niektórzy nawet odziewali się w srebrne zbroje, choć to jak zauważyli, wcale tak dobrze nie chroniło. Udało się wytropić i zniszczyć wiele wilkołaków. Ataki na miasta ustały, ponieważ wieśniacy wiedzieli już jak się bronić. Nadal jednak nikomu nie udawało się pokonać samego Gaverina. Osobom, którym udawało się go wytropić, nie starczało już szczęścia, aby powrócić i o tym opowiedzieć. Może to z powodu śladu boskiej mocy, jaki wciąż drzemał w Gaverinie, a może dlatego że posiadał inne niezwykłe właściwości – tego zapewne nigdy się już nie dowiemy.

 

Rozdział 7. Rada Dwunastu Anatomów.


   Jasnym dla wszystkich było, że nigdy nie uda się zatrzymać choroby, jeśli raz na zawsze nie zniszczy się jej źródła. Mimo to, Gaverin był nieuchwytny. Z czasem zaczęto nawet wątpić w jego śmiertelność. I tak zapewne by się już utrzymało, gdyby nie członek organizacji zwanej Radą Dwunastu Anatomów. O tej owianą tajemnicą grupie wiadomo było tylko tyle, że czcili Netherila i to podobno on szeptał im sposoby na pozbycie się wściekłej bestii.

Ilekolwiek prawdy by w tym nie było, jeden z nich, poproszony o pomoc przez Inkwizycję postawił prosty warunek. On użyje swej wiedzy i pomoże pojmać i zabić bestię, ale od tego momentu, ciało stworzenia będzie należało tylko i wyłącznie do niego i Rady.

Ludzi nie trzeba było długo namawiać. Jedyne czego chcieli, to pozbycia się raz na zawsze Gaverina z ich ziem.

Anatom zażądał ogromnych ilości srebra, wielkiego pieca i ogromnych ilości materiałów potrzebnych do utrzymania ognia przez odpowiedni okres czasu. Mówi się, że potrzeba na to było pracy ponad dwudziestu ludzi, lecz wreszcie wielki piec topił masowo przynoszone srebro. Sam Anatom, jak mówili później ludzie, często dorzucał różne swoje zioła do całości, nie pozwalając przy tym nikomu się zbliżyć. Ludzie nie wiedzieli co takiego jest dodawane do topionego srebra, natomiast wiedzieli co miało wywołać. Płynna ruda zastygała o wiele później niż jej czysta postać. Anatom przelewał część swego dzieła do butelek z grubego szkła i rozdawał najwybitniejszym wojownikom, którzy zostali wybrani do ostatecznego starcia z Gaverinem. Pozostało jeszcze tylko ściągnąć bestię w pułapkę.

Jak na ironię, wybrano miejsce w samym środku lasu Cove, gdzie wiele lat temu pewien myśliwy niemal zginął po walce z olbrzymim niedźwiedziem. Owe zwierze, już nie tak silne jak kiedyś, wciąż żyło. Anatom razem ze swą grupą unieruchomił wielkiego niedźwiedzia na samym środku polany, a następnie zaczął oblewać z małej odległości płynnym srebrem.

Ryk torturowanego zwierza był tak silny, że ciągnął się po całym lesie. Nie mógł być zignorowany, a już na pewno nie przez Gaverina, który wciąż pamiętał, co wydarzyło się tak dawno temu. Niestety, zanim pierwszy wilkołak dotarł na miejsce, umęczone ciało niedźwiedzia nie wytrzymało bólu, jakie niosła rozpalona ruda.

Jego zdezorientowanie wystarczyło, aby grupa ludzi ubrana po zęby w srebrną broń mogła go zaskoczyć. Ten jednak, nie poddał się bez walki. Wielu poległo i pewnie było by ich więcej, gdyby nie kusznicy mierzący w Gaverina, czy ukryci w drzewach ludzie obrzucający go wspomnianymi wcześniej butelkami ze srebrem. I tak udało się przyszpilić bestię do olbrzymiego drzewa. Reszta potoczyła się bardzo szybko. Na znak anatoma, wylano całą zawartość kotła na ciało wilkołaka, który w dzikim bólu czuł, jak po raz kolejny upływa z niego życie. Przeciążony układ nie potrafił poradzić sobie z taką ilością ran do regeneracji.

Po niedługim czasie, Gaverin wydał z siebie swój ostatni ryk.

Bestia była martwa.



Opis umiejętności:

   Likantropia jest chorobą i błogosławieństwem zarazem, lecz Likantrop, zwany również wilkołakiem, to już nie człowiek. Jest kimś na pograniczu człowieka i wilka, czymś na pograniczu instynktu i rozumu. Zarażenie nie przychodzi samo z siebie, nie przychodzi nagle. Bestia, zwana również Darem, rozwija się od pewnego momentu, nierzadko od urodzenia. Taki człowiek jest chory, zachowuje się dziwacznie, kompletnie nieprzewidywalnie w nocy, szczególnie podczas pełni księżyca. Przełomowej nocy następuje pierwsza przemiana w Wilkołaka, która rozpoczyna cykl conocnych przemian. Niekiedy osoba obdarzona Darem może w ogóle się nie przemieniać. Przemiana może nastąpić jedynie w obecności silnego bodźca jak bardzo silne oddziaływanie Luny bądź pokąsanie przez dojrzałego wilkołaka. W raz z biegiem czasu niektóre osobniki uczą się kontrolować siebie, osiągają jedność ze swoją wewnętrzną Bestią. Dla jednych kończy się to popadnięciem w ostateczny obłęd, gdy furia przejmuje nad nimi władzę, a dla części – przejęciem cech ludzkich przez Bestię oraz pełną świadomość swych działań podczas przemiany. Podczas przemiany Likantrop przyjmuje postać ogromnej, czarnej bestii o niesamowitej zręczności i sile dorównującej najwybitniejszym wojownikom. Likantrop jest bardzo związany ze swoimi braćmi, czyli Wilkołakami Pierwszego Miotu, oraz wilkami, a nawet z tymi, które skażone zostały przez Daywadosa - worgami. Ani wilkołaki Pierwszego Miotu, ani worgi nie śmią rzucać się na likantropa w jego nocnej formie. Jeśli taka będzie jego wola, może przywołać do siebie wilka lub przyjąć jego powłokę. Krążą pogłoski o Likantropach, którzy posiedli zdolność przyjmowania powłoki białych wilków, a nawet opętanych szałem worgów. Skowyt Bestii Nocy nie jest zwykłym wilczym wyciem. To śmiertelny okrzyk, wwiercający się w mózgi braci, którzy mogą go usłyszeć, śmiertelny zew pomocy. W ten sposób wilkołaki potrafią polować w stadzie. Rozpoznają siebie nawzajem poprzez węch. Nocny Łowca posiada niesamowitą regenerację, jego tkanki odnawiają się nieprawdopodobnie sprawnie i szybko. Posiada również zdolność szybkiego odzyskiwania energii do dalszego biegu, dalszego polowania. Opowiadane ściszonym głosem, wieczorem, kiedy nie ma już lepszego tematu do rozmowy plotki głoszą, że gdzieś w puszczy żyją Likantropy, które łączą się w zhierarchizowane stada. Jeszcze śmielsi twierdzą, iż istnieje jeden lub kilku Obdarzonych, którzy posiedli umiejętność oddziaływania na Naturę - stali się Szamanami. Są to jednak niczym nie potwierdzone pogłoski i nikomu chcącemu zachować właściwe części ciała we właściwych miejscach nie radzę tego sprawdzać...
 

Co zrobić aby stać się Zmiennokształtnym?

   Aby uzyskać możliwość przemiany w bestię, należy spożyć śmiertelną miksturę. Istnieje niewielka szansa, że podjęcie tego kroku zaowocuje  nabyciem zdolności zmiany kształtu. Domyślną przemianą jest postać bestii - Behemota, która przypomni o sobie, gdy zapadnie zmrok.
   Sosarię zamieszkują również inne bestie, zwane Likantropami, będące grupą fabularną z własnym opiekunem. Mechanika obu przemian jest zbliżona, nie mniej występują pewne różnice.

Co zrobić aby stać się przedstawicielem wilczej rasy?

   Należy przesłać na adres mailowy opiekuna (patrz dział Ekipa):

    1. Imię postaci
    2. Koncepcję wilkołaka
    3. Opis zewnętrzny postaci
    4. Opowiadanie związane tematycznie z Likantropią
    5. Odpowiedź na pytanie: "Dlaczego akurat Likantropia?"
    6. Odpowiedź na pytanie: "Czego oczekujesz po Likantropii?".

   Pamiętaj, że to Ty masz przekonać Opiekuna, iż się nadajesz - od Wilkołaka wymaga się czegoś więcej. Brak błędów ortograficznych, poprawna składnia i interpunkcja mile widziane.


Przemiana (Behemot/Wilkołak) - mechanika:
  • Przemiana trwa od godziny 21:00 do godziny 8:00 ,
  • Pod postacią Wilkołaka gracz posiada unikalne, wybrane przez siebie i zaakceptowane przez opiekuna imię. Imię Behemotów pozostaje bez zmian ,
  • Postać posiada prędkość postaci na wierzchowcu ,
  • Na czas przemiany zwiększone zostają: Siła, Zręczność, Witalność oraz Stamina ,
  • Zmiennokształtny posiada zwiększoną bierną regenerację Staminy i Witalności ,
  • Zmiennokształtny widzi w ciemności ,
  • Zmiennokształtny  do walki wykorzystuje umiejętność Walki pięściami, korzystając z ciężkich i lekkich claive oraz szponów ,
  • Zmiennokształtny posiada zwiększoną wartość pancerza ,
  • Zmiennokształtny może używać swych wrodzonych zdolności przy pomocy komendy .spec i są to:
Przywołanie wilków - przywołuje kilka wilków do pomocy (tylko Likantrop) ,
Człowiek - zmiennokształtny wraca do swej pierwotnej formy,
Tchnienie nocy - odnawia poziom Staminy ,
Zasklepienie ran - leczy z ran ,
Wskrzeszenie - wskrzesza poległego gracza.


Postać nieprzemieniona- mechanika:
  • Postać otrzymuje klątwę na wszystkie statystyki ,
  • Możliwość przemiany odpowiednio w: wilka, lodowego wilka, worga dla Likantropa i w worga dla Behemota - przy użyciu komendy .spec ,
  • Przemiana w worga (Metamorfoza) poprawia wszystkie statystyki na czas przemiany. Postać zyskuje swe nocne imię (tylko Likantrop), zwiększony pancerz, szybkość jak na wierzchowcu oraz możliwość korzystania z Tchnienia nocy i Zasklepienia ran. W tej postaci możliwe jest rzucanie zaklęć szamańskich.

Ograniczenia:

  • W czasie przemiany postać nie może używać tarczy ,
  • W czasie przemiany postać może używać tylko zbroje skórzane i kościane ,
  • W czasie przemiany postać może wypić tylko pomarańczową miksturę, Miksturę Kamiennej Skóry oraz Eliksir Ostatniej Szansy ,
  • W czasie trwania przemian postać nie może leczyć się bandażami - nie dotyczy to innych osób, które mogą używać bandaży na przemienionym graczu ,
  • W czasie przemiany możliwość walki tylko szponami i claive ,
  • Umiejętność niedostępna dla osób posiadających Magię ,
  • Osoby z umiejętnością Szamanizm mogą posiadać jedynie 60% umiejętności Zmiennokształtność.

Uwagi/Ciekawostki:
  • Z asortymentu dostępnego u Smoczego Krawca dla postaci z opisaną wyżej umiejętnością dostępna jest Hydrza Zbroja ,
  • Obok przywołania wilków, przemiany w wilka i lodowego wilka, Behemoty nie mogą korzystać ze zdolności zew ,
  • Zmiennokształtni nie mogą zakładać peruki w czasie przemian ,
  • Od 90% (60% dla postaci z Szamanizmem) umiejętności nocna przemiana nie będzie odbywać się automatycznie. Gracz sam decyduje przy pomocy .spec przemiana, kiedy chce się przemienić. Należy pamiętać, że w nocy dostępna jest tylko jedna przemiana w granicach czasowych od 21:00-8:00 czasu gry.


Komendy:
.em warczy / wyjeDźwięki warczenia i wycia.
.specPozwala skorzystać z wrodzonych zdolności Behemota/Wilkołaka.
.spec czlowiekPowstrzymuje nocną przemianę w bestię i pozwala zostać pod postacią człowieka.
.spec wskrzesUmożliwia wskrzeszanie poległych towarzyszy. Wymaga 50 staminy i serca wilkołaka.